Za kręgiem polarnym. | MP_Fotografia od kuchni

Za kręgiem polarnym.


Spełniłem jedno z moich większych marzeń, czyli wybrałem się za krąg polarny. Miastem, które odwiedziliśmy to Bodø - Norwegia. Wybór nie był trudny, po prostu pojawiło się nowe, tanie połączenie lotnicze w tym kierunki. Rzeczą, która mnie najbardziej zdziwiła na miejscu to ... klimat! Może spałem na lekcjach geografii (bez wątpliwości), ale na pewno byłem w lekkim szoku widząc że w mieszkaniu w którym spaliśmy nie było centralnego ogrzewania. Okazało się, że standardowa średnia roczna amplituda temperatur w tym miejscu to około 15 stopni. Czyli średnio jest tu zimą -3 stopni a latem +12. Oczywiście dalej od wybrzeża sytuacja przedstawia się zupełnie inaczej, ale na wybrzeżu pogoda stworzona dla mnie ;)
W momencie przyjazdu mieliśmy przepiękną, słoneczną i ciepłą pogodę (ludzie w krótkich rękawach i spodenkach), co raczej nie jest standardem w tym rejonie - ilość opadów jest tutaj dwu - trzykrotnie większa niż w Toruniu.(źródło) Kolejnym szokiem dla nas odwiedzających jest dzień polarny - w okresie naszej wizyty słońce zachodziło na kilkadziesiąt minut nie dając nawet szansy na całkowitą ciemność co (przy odpowiednim zaciemnieniu podczas snu) daje niesamowite możliwości do zwiedzania okolicy!!! - człowiek śpi jak jest zmęczony, albo jak pogoda jest brzydka, a potem wstaje niezależnie od pory dnia i może ruszać dalej! :) Kilka dni w roku słońce nie zachodzi tu wcale, natomiast zimą... taaak zimą bywa chyba depresyjnie, choć Per starał się mnie przekonać że niewiele się różni od tego co jest u nas - idę do pracy po ciemku i wracam z pracy też po ciemku ;) . W warunkach polarnego dnia całkiem zabawnie wyglądał pokaz sztucznych ogni z okazji wygranego meczu piłkarskiego lokalnej drużyny - to chyba pierwszy tak nieciekawy pokaz jaki oglądałem ;)































W Bodø jeździ na pierwszy rzut oka więcej aut elektrycznych i hybrydowych niż zwykłych spalinowych i przez trzy dni zobaczyliśmy tu więcej Tesli i innych nieznanych prawie w Polsce elektryków, niż u nas przez cały rok. Ja osobiście miałem wrażenie, że dzięki temu hałas przy drodze jest mniejszy niż u nas, ale to może subiektywne wrażenie. Generalnie mogę też powiedzieć, że Norwedzy nie chodzą :) Na chodnikach spotkać można częściej pędzące rowery niż pieszego, większość chodników jest w opłakanym stanie i jak szliśmy z lotniska do mieszkania w którym się zatrzymaliśmy byliśmy przekonani że to przez zalegające tu przez większość roku śniegi :) ... to było zanim zrozumieliśmy jak mało wiemy o tutejszym klimacie. Jednak gdy już idziemy po chodniku to każde zbliżenie się do krawędzi jezdni powoduje, że wszyscy kierowcy się zatrzymują pozwalając nam bezpiecznie przejść na drugą stronę, zawsze, za każdym razem. Także idąc poboczem drogi wszystkie mijające nas samochody znacznie zmniejszają prędkość. Zapewne te i inne zwyczaje kierowców powodują, że Norwegia jest na pierwszym miejscu jeśli chodzi o bezpieczeństwo na drogach a Polska ... na ostatnim (Norwegia - liczba ofiar na milion przejechanych kilometrów koło 3, Polska powyżej 14) (źródło) Wracając do rowerów to jest ich tutaj dużo, jeżdżą głównie po chodnikach i większość rowerzystów nosi kask rowerowy niezależnie od wieku i płci. Dobrym obrazkiem jest ilość stojaków rowerowych przed szkołą (zdjęcie wykonane wieczorem, więc stojaki są puste, ale pokazują skalę)
My na rekonesans wybraliśmy się bez wynajmowania auta i wszędzie chodziliśmy na piechotę (przeszliśmy w te niespełna trzy dni koło 54 km) albo lokalnym autobusem (Oczywiście jest do pobrania apka do planowania podróży) ale jest kilka miejsc które chcieliśmy zobaczyć, gdzie bez auta byłoby trudno. Na szczęście nasz host Per w ostatni dzień zrobił nam piękny tour de Bodø dzięki czemu zobaczyliśmy już wszystko co było w planach a nawet więcej.

Co do norweskich domów, to są oczywiście śliczne drewniane, pięknie pomalowane ale wokół nie ma szalonych ogrodów ociekających kwieciem... czasem jakaś (niekoniecznie krótko przycięta) trawka, kępy chwastów i szutrowa podsypka pod same schodki (albo asfalt, rzadziej kostka), zdarzają się domy z dachami krytymi darnią!









Ceny na miejscu są całkowicie szalone i ciężkie do przyjęcia przez większość Europejczyków a co dopiero przez nas :) dla pobudzenia wyobraźni - piwko na kutrze-knajpce to koszt ok 40 PLN, bilet autobusowy (niezależnie od ilości przystanków w strefie miasta) 25 PLN, rybka z frytkami 60 PLN, danie rybne w taniej kafeterii 75 PLN. Z naszych obserwacji też wynika, że Norwedzy są bardzo obliczeni i wszędzie szukają oszczędności i tańszej oferty. Jeśli chodzi o ceny to jedyna rzecz która jest w Norwegii tania to, jak przypuszczam, energia elektryczna - widać to po ilości elektryków na drodze i nonszalanckim podejściu do wyłączania światła - np światło palące się całą dobę na klatce schodowej bloku, czy na stałe włączone światło w łazience u naszego hosta. Szybki research w tym kierunku pokazuje że większość prądu w Norwegii pochodzi z energii wodnej. Jeśli chodzi o alkohol, to zasady jego sprzedaży są zupełnie inne niż w pozostałej części Europy i o ile piwo znajdziemy w większości sklepów, to trunki powyżej 4,75% alkoholu kupić można tylko w państwowym sklepie do godziny 18... a sklepów w całej Norwegii jest koło 300 ;) Nie znajdziemy też żadnych alkoholi w kartach restauracji wystawionych na ulicy, nie ma reklam...generalnie mała prohibicja :)
Nasz host fajnie powiedział w którymś momencie - tutaj kiedyś były domy bogatych ludzi, ale .... teraz takiego rozróżnienia już nie ma, bo wszyscy są bogaci :) Pokazuje to, że faktycznie naród norweski żyje sobie na wysokiej stopie. Bogaci Norwedzy, jak z naszych krótkich obserwacji wynika, ubierają się jakby cały czas byli na jakiejś wyprawie w górach (w sumie są) same goretexy, sportowe kurtki i sportowe buty, są aktywni, w sklepie zawsze biorą reklamówki i serwują w kafeterii potrawkę z wieloryba.

Byliśmy na pobliskim szlaku turystycznym, można powiedzieć górskim. Poszczególne szlaki nie mają oznaczeń kolorystycznych i nie odnajdziemy żadnych oznaczeń pomiędzy jednym a drugim drogowskazem. Praktycznie nigdzie nie zobaczymy szpecących widok barierek itp. Podobnie jak w samym mieście na szlaku i na plaży nie ma żadnych śmieci, nie jest nabrudzone, nie ma papieru toaletowego i innych niespodzianek. Szkoda że niektóre narody mają we krwi szacunek do przyrody i otoczenia, a u nas normą jest wyrzucenie butelki, opakowania po lodach, czy niedopałka papierosa.

Czy w Bodø jest co robić? Tak - przez trzy dni obeszliśmy samo miasteczko wzdłuż i w szerz - znaleźć tu można fajne murale, port i molo i oczywiście tysiące norweskich domków. Byliśmy na cyplu, gdzie znajduje się historyczny fort, który miał chronić miasto przed Anglikami. Przeszliśmy ścieżką Kaizera (Keiservarden) - piękny widokowo szlak górski pnący się na wysokość 366 m npm (więc spokojna przechadzka) do miejsca gdzie stoi ... piramidka z kamieni ku pamięci wycieczki Wilhelma II ostatniego Kaizera. Można zobaczyć stąd całe miasto, Lofoty i inne okoliczne wysepki. Byliśmy w Salstraumen - miejscu przejścia najsilniejszego prądu na świecie - gdzie co sześć godzin z prędkością 20 węzłów przelewa się 400 mln metrów sześciennych wody w jedną, a potem w drugą stronę przesmyku tworząc wiry i fale. Zwiedziliśmy Cruise ship będący częścią floty przemierzającej regularnie Norwegię z północy na południe (11 dni trwa taka wycieczka)

Podsumowując większość zdjęć zrobiłem telefonem, choć udało się znaleźć miejsce w małym podręcznym bagażu dla aparatu z dwoma obiektywami :). Wypad bardzo udany i już planuję inne wizyty w tym rejonie świata - szczególnie że fiordy i zorze polarne praktycznie jedzą tu z ręki.

Udostępnij korzystając z:

Wasze Wypowiedzi

0 komentarze :